Babę zesłał Bóg…
Na początek może wyznanie skandalistki: przysypiam na koncertach. Otóż, nawet nie dlatego, że niektóre bywają nudne, ale dlatego, że mi tam tak sennie, błogo, dymnie i lulu. Mózg mi się wyłącza jak przegrzany czajnik, padam bez symbolicznego gwizdnięcia.
Riverside – po trzech kawałkach turn-off i do końca nie mam pewności czy te dudy to nie była tylko moja faza REM. Coma – ożywienie popołudniem, co jest cytrynowe i bezkarne. Na bis, dodam. Więc myślę sobie, nie ma dla mnie ratunku.
A tu dzisiaj babę zesłał Bóg. Galeria byla ogrodzona drutem, baba podłączyła go do prądu. Co twardsi, oniemieli. Co delikatniejszym, odeszły wody i zsączyły się za kołnierzyki.
W drodze powrotnej biegnę na nocny, rącza gazela przez jesienny krajobraz. Omiatam przystankowy rozkład gorączkowym spojrzeniem, a że słabo omiatam, biegnę przystanek wstecz. Tym razem jak jebany dzikus. I wsysając płuca na swoje miejsce myślę tylko, że jednak dwie rzeczy istnieją naprawdę: Bóg i baba. Reszta to pomyłka ;>
Regin
Taki właśnie tytuł ma coś, co się urodziło ostatnimi czasy. Do tanga trzeba dwojga, czasem nawet trojga, tak więc i tu poniższy rezultat jest owocem wysiłków Jacka i Tomka (tworzących formację Gotard) oraz moich (w tych zacnych momentach, kiedy udaję, że umiem śpiewać). Krótka historia poznania to krótka historia przypadku. Najważniejsze, że cel nabrał realnego kształtu.
Podkład muzyczny i pomysłodawca płyty: GOTARD
Wybór szalenie obszernego tekstu (dwa wersy) i wokal: ja
Horse and I
by Bat For Lashes
The smell of redwood giants.
The banquet for the shadows.
Horse and I, we’re dancers in the dark.
There is no turning back.
There is no turn.
Wersja niekoncertowa tutaj.
What’s a girl to do?
by Bat For Lashes
when you love someone
but the thrill is gone
and your kisses at night
are replaced with tears