Stacja I – biczowanie
Zdało się mnie dzisiaj, że jestem męczennicą pańską, uosobieniem cierpienia i cierpliwości. I choć się ta przypowieść zaczyna nad wyraz biblijnie, wynalazca boilera łazienkowego i jego użytkownik (konkretnie ten, który jest moim, tak zwanym, landlady) stali się adresatami już znacznie mniej biblijnych epitetów. Temperatura wody zmieniająca się co trzy minuty, dość szybko przechodząc od wrzątku po ekstremalną mrożonkę może być pod prysznicem niezbyt przyjemną eksperiencją. Jeśli do tego dodać fakt, że rozmiar prysznica uwzględnia tylko ruch wokół własnej osi i przed biczami wodnymi nie ma gdzie spieprzać, czytelnik z pewnością zrozumie moją bohaterską postawę i heroiczne poświęcenie na rzecz higieny. Czytelnik z nieco bogatszą wyobraźnią posunie się dalej, wizualizując sobie owego demona gniewu (mnie) w gorących oparach bijących pod sufit. W nieco już mniej demonicznym przykurczu.