* * *
nad wierzbami płacz
szyderczo zaśmiała się mewa
co było wczoraj jak sen
zbłąkany pospiesznie odpływa
porywa suknię wiatr
co na modlitwy głuchy
zdało ci się, że niesiesz kwiat
a to badyl suchy
K., 28 sierpnia 2008
# 3
Prawda to nokaut, domysły – metodyczne tortury. Trzeba jednak mieć na względzie, że tortury bywały często drogą do uzyskania prawdy. W ten oto sposób domysły wpisują się w historię prawdy i, paradoksalnie, nieodwracalnie z nią wiążą. Samotnie nie można przejść od razu do istoty rzeczy jak nie można ujrzeć pestki nie skosztowawszy miąższu. Na etapie domysłów można być tylko pewnym, że nie oszczędzą nam żadnej tortury nim pozwolą nam upaść.
ps. I kto mi powie, że cierpienie nie jest twórcze?…
#2
Czekanie nie jest próbą. Jest karą. Tak jak cierpliwość nie jest cnotą, a jedynie akceptacją kary.
Koniec świata pod prysznicem
…Ni stąd, ni zowąd, pod prysznicem pęka rura, potężna fala wody rozpryskuje się na ścianach. Chwilę potem na ścianach rozpryskuje się także alarmujący wrzask starszej właścicielki tej miejskiej łaźni: “Hydraulikaaa!!!” Na to przybiega młody hydraulik, blondyn, budowy szczupłej i zaczyna wojować, manewrując śrubokrętem pod samym sufitem. Widząc, że jego manewry nie na wiele się zdają, wybiegam na ulicę. W mokrej nocnej halce. W tej nocnej halce. Przychodzi mi do głowy, że jestem potwornie głupia w swoim przeświadczeniu, że akurat ulicą będzie sobie przechodził hydraulik. Przechodził wszak tylko chłopczyna, który niósł dla nas w przesyłce paczkę siana z rodzaju siana dla zwierzów domowych. W akcie desperacji i rezygnacji pytam go czy nie zna może jakiegoś hydraulika.
- No ja jestem hydraulikiem!
- ???
- I od ToiToi.
- …
Takie mam ostatnio erotyczne sny.
Jak zwykle
Co powinnam teraz robić? Po pokoju, który jeszcze rano był zdatny do przemierzania go wzdłuż i wszerz, a teraz jest zdatny tylko do przedzierania się, fruwają ręczniki, z łoża kaskadami spływają różne części garderoby, a istnienie biurka będzie można stwierdzić tylko wtedy, gdy zmiecie się z niego stosy kosmetyków i leków (w tym tablety, które wyprałam razem z torbą). Nowozakupiony turystyczny plecak wala się po pokoju z otwartą z przerażenia klapą i ma to doprawdy wiele z “Krzyku” Muncha. Co powinnam teraz robić? Tradycyjna wizja takich przygotowań koncentruje się zazwyczaj na miotającej się niewieście, która uparcie usiłuje zmieścic pół swojej szafy w ograniczoną przestrzeń podróżnej torby, która potem obija się jej o kostki. Tym razem będzie już o tyle inaczej, że obijać sobie będę wyższe partie ciała. Zatem miotanie się i galop na dworzec należy do tradycji. A co ja teraz robię? Popijam, relaksuję się i snuję romantyczne wizje. Zero stresu. Zero pośpiechu. Lilia na nieruchomej tafli jeziora. W końcu pociąg dopiero o 4:00, przyjdzie jeszcze czas na pośpiech. A wtedy to już sztorm, rozpacz i drganie uszu.
Mucha
„A ta pierdolona mucha jak siedziała tak siedzi na tej żaluzji,
pewnie czeka aż w końcu zgaszę swiatło, jebaka jedna.”
Kama
Regin
Taki właśnie tytuł ma coś, co się urodziło ostatnimi czasy. Do tanga trzeba dwojga, czasem nawet trojga, tak więc i tu poniższy rezultat jest owocem wysiłków Jacka i Tomka (tworzących formację Gotard) oraz moich (w tych zacnych momentach, kiedy udaję, że umiem śpiewać). Krótka historia poznania to krótka historia przypadku. Najważniejsze, że cel nabrał realnego kształtu.
Podkład muzyczny i pomysłodawca płyty: GOTARD
Wybór szalenie obszernego tekstu (dwa wersy) i wokal: ja
zostaw komentarz