Pani K. ma kota. Kot się wabi Kac.
Rzekł Przyjaciel: “W trudach i mękach pracę swą piszesz. Pójdź zatem w noc ciemną, trunku skosztować złotego, a nastanie światłość. Słowo nastanie i radość, gdy praca sama pisać się będzie.” Posłuchałam. Przybyłam, zobaczyłam, padłam. Podsumowując dokonania wieczoru: zignorowałam jakiegoś ciemnego typa rasy obcej, zgubiłam pół kolczyka (ale to mnie nie dziwi, zmartwiłabym się, gdybym nie zgubiła), ze zdziwieniem obudziłam się w miętkiej, acz cudzej pościeli. Bez butów. I bez spodni, tak. Na wszelki wypadek dodam, że “to nie jest tak jak myślisz”. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że wszelkie interakcje zachodziły w granicach więzi rodzinnych lub prawie. Implikacja jest taka, że siedziba, pościel oraz pewne części garderoby należały do członka rodziny. Lub prawie.
Jeżeli natomiast chodzi o dzień dzisiejszy, to tak, wszystko wraca do normy. Niekoniecznie do formy. Światłość nastała, jeno tylko na dworze. Mój umysł za to ma jakąś enigmatyczną dla mnie zawartość i odmawia współpracy. Nie muszę przypominać, że to nie jest dobry moment, podczas gdy muszę spłodzić jeszcze jakieś 15 stron licencjatu i przyswoić sobie wiedzę metodyczną w objętości nieprzyswajalnej. Nie do wtorku.
Viva la vie!
ps. R. uprzejmie prosi się o niewykorzystywanie zamieszczonych tu informacji. Tak w kontekście papetówki :P
Apdejcik: Ta tam! Okazało się, że te spodnie to ja sama! :>