tęsknię za smokiem

Babę zesłał Bóg…

Opublikowany w Muzyka przez shenna w dniu 26 październik 2009
Nie 25 X – Renata Przemyk i Masala

Na początek może wyznanie skandalistki: przysypiam na koncertach. Otóż, nawet nie dlatego, że niektóre bywają nudne, ale dlatego, że mi tam tak sennie, błogo, dymnie i lulu. Mózg mi się wyłącza jak przegrzany czajnik, padam bez symbolicznego gwizdnięcia.

Riverside – po trzech kawałkach turn-off i do końca nie mam pewności czy te dudy to nie była tylko moja faza REM. Coma – ożywienie popołudniem, co jest cytrynowe i bezkarne. Na bis, dodam. Więc myślę sobie, nie ma dla mnie ratunku.

A tu dzisiaj babę zesłał Bóg. Galeria byla ogrodzona drutem, baba podłączyła go do prądu. Co twardsi, oniemieli. Co delikatniejszym, odeszły wody i zsączyły się za kołnierzyki.

W drodze powrotnej biegnę na nocny, rącza gazela przez jesienny krajobraz. Omiatam przystankowy rozkład gorączkowym spojrzeniem, a że słabo omiatam, biegnę przystanek wstecz. Tym razem jak jebany dzikus. I wsysając płuca na swoje miejsce myślę tylko, że jednak dwie rzeczy istnieją naprawdę: Bóg i baba. Reszta to pomyłka ;>

treningowo #1

Opublikowany w NoCniK przez shenna w dniu 18 lipiec 2009

K.K. (objaśniając program pokazu):

“A potem wyprowadzamy publiczność za namiot, gdzie Paweł będzie machał pałą i łykał ognie.”

Traktuj każdy jak gdyby był twoim ostatnim…

Opublikowany w Prozaicznie przez shenna w dniu 12 listopad 2008

Są takie dni, kiedy człowiek nie wygląda jak człowiek, zarywa noc, zasypia na zajęcia, na których ma wygłosić speech pod publiczkę, na wariata zamawia taksówkę. Są takie dni, kiedy człowiek, w takim krytycznym momencie swej egzystencji, orientuje się, że nie ma środków na koncie, więc dalej, usiłuje doładować konto przez internet, potem w popłochu i rzucając nieprzystojnymi wyrazami usiłuje znaleźć listę haseł jednorazowych i w końcu słowo staje się ciałem. Speech pod publiczkę, jak się czytelnik domyśla, jest mniej płynny niż próby artykulacyjne jąkały. Oraz równie irytujący. Są takie dni, kiedy człowiek w popłochu, panice i całkiem irracjonalnym przeczuciu klęski, lekceważy wszelkie konwencje, takt i dobry ton. Prezentując się na oczach cokolwiek nieznanych sobie jeszcze spektatorów, tęsknie patrzy w okno, trzyma rękę w kieszeni, wykładowczyni wręcza przygotowany handout jako ostatniej, płochliwie i nad wyraz często spogląda w swoje notatki (których, cóż tu dużo mówić, nawet do końca nie przeczytał) i ogólnie rzecz biorąc, ostentacyjnie i półświadomie wszystkie konwencje ma w dupie. W ramach akcji “nie idę, pierdolę”, rezygnuje z uczestnictwa w dalszych zajęciach jak również odrzuca szansę zarobienia pieniędzy. Na rzecz nażarcia się w akademickim barze. Są również takie dni, kiedy człowiek po ciężkim dniu wraca do domu, a będąc w odległości ok. 20m od przystanku (na tyle blisko, żeby widzieć, na tyle daleko, żeby nie zdążyć) spostrzega wehikuł, którym mógłby się przetransportować. Oczywiście, widząc, że nie zdąży, widzi również, że podjeżdzają trzy naraz, jebaki. Gdy już się wydaje, że nic więcej nie może pójść źle, bo co mogło, to poszło, okazuje się, że otóż jesteśmy w błędzie. Chce człowiek wynieść odpady, wyrzuca zepsuty jogurt to worka, worek w ramach buntu się przedziera, i efektowna lawina gruszkowego jogurtu zalewa kwiaty na dywanie. A więc są takie dni, przy których piekło wydaje się być u Pana Boga za piecem.

I za każdym razem powtarzam sobie, z klasą, dziewczyno, z klasą. Ale nie. Ostatecznie i tak biegnę jak jebany dzikus za bawołem.

Nowy ołówek – mała rzecz, a cieszy

Opublikowany w Prozaicznie przez shenna w dniu 12 listopad 2008

Now I am the researcher of the time. Everything on the plate of Wikipedia. How difficult can it be to press a button and elicit all the information that is needed? So I tell you: less difficult than saying a word ‘easy’ for someone with healthy speech organs.

Gdzie ten ołówek? A w manuskrypcie do powyższych bzdur właśnie…

Stacja I – biczowanie

Opublikowany w Prozaicznie przez shenna w dniu 4 listopad 2008

Zdało się mnie dzisiaj, że jestem męczennicą pańską, uosobieniem cierpienia i cierpliwości. I choć się ta przypowieść zaczyna nad wyraz biblijnie, wynalazca boilera łazienkowego i jego użytkownik (konkretnie ten, który jest moim, tak zwanym, landlady) stali się adresatami już znacznie mniej biblijnych epitetów. Temperatura wody zmieniająca się co trzy minuty, dość szybko przechodząc od wrzątku po ekstremalną mrożonkę może być pod prysznicem niezbyt przyjemną eksperiencją. Jeśli do tego dodać fakt, że rozmiar prysznica uwzględnia tylko ruch wokół własnej osi i przed biczami wodnymi nie ma gdzie spieprzać, czytelnik z pewnością zrozumie moją bohaterską postawę i heroiczne poświęcenie na rzecz higieny. Czytelnik z nieco bogatszą wyobraźnią posunie się dalej, wizualizując sobie owego demona gniewu (mnie) w gorących oparach bijących pod sufit. W nieco już mniej demonicznym przykurczu.

Eee…

Opublikowany w Prozaicznie przez shenna w dniu 3 listopad 2008

Miałam objawienie niczym św. Brygida Szwedzka, iluminację niczym Szaul w drodze do Damaszku. Słowa same układały się w spójną całość, lekko okraszone dowcipem i lakierowane polotem. Notka na miarę pierwszej od dawna notki. A potem był pociąg relacji Wrocław – Gdynia Główna i cała iluminację cholera wzięła.

W związku z tym ograniczę się jedynie do informacji, że J. udostępnił publicznie nasz drugi wspólny kawałek, który zainteresowani mogą sobie odsłuchać tutaj.

* * *

Opublikowany w Fragmenty przez shenna w dniu 28 sierpień 2008

nad wierzbami płacz
szyderczo zaśmiała się mewa
co było wczoraj jak sen
zbłąkany pospiesznie odpływa

porywa suknię wiatr
co na modlitwy głuchy
zdało ci się, że niesiesz kwiat
a to badyl suchy

K., 28 sierpnia 2008

# 3

Opublikowany w Fragmenty przez shenna w dniu 26 sierpień 2008

Prawda to nokaut, domysły – metodyczne tortury. Trzeba jednak mieć na względzie, że tortury bywały często drogą do uzyskania prawdy. W ten oto sposób domysły wpisują się w historię prawdy i, paradoksalnie, nieodwracalnie z nią wiążą. Samotnie nie można przejść od razu do istoty rzeczy jak nie można ujrzeć pestki nie skosztowawszy miąższu. Na etapie domysłów można być tylko pewnym, że nie oszczędzą nam żadnej tortury nim pozwolą nam upaść.

ps. I kto mi powie, że cierpienie nie jest twórcze?…

#2

Opublikowany w Fragmenty przez shenna w dniu 25 sierpień 2008

Czekanie nie jest próbą. Jest karą. Tak jak cierpliwość nie jest cnotą, a jedynie akceptacją kary.

Koniec świata pod prysznicem

Opublikowany w Prozaicznie przez shenna w dniu 25 sierpień 2008

…Ni stąd, ni zowąd, pod prysznicem pęka rura, potężna fala wody rozpryskuje się na ścianach. Chwilę potem na ścianach rozpryskuje się także alarmujący wrzask starszej właścicielki tej miejskiej łaźni: “Hydraulikaaa!!!” Na to przybiega młody hydraulik, blondyn, budowy szczupłej i zaczyna wojować, manewrując śrubokrętem pod samym sufitem. Widząc, że jego manewry nie na wiele się zdają, wybiegam na ulicę. W mokrej nocnej halce. W tej nocnej halce. Przychodzi mi do głowy, że jestem potwornie głupia w swoim przeświadczeniu, że akurat ulicą będzie sobie przechodził hydraulik. Przechodził wszak tylko chłopczyna, który niósł dla nas w przesyłce paczkę siana z rodzaju siana dla zwierzów domowych. W akcie desperacji i rezygnacji pytam go czy nie zna może jakiegoś hydraulika.
- No ja jestem hydraulikiem!
- ???
- I od ToiToi.
- …

Takie mam ostatnio erotyczne sny.